autor: admin | 18 czerwiec 2009
Była to najbardziej jednolita i najbardziej impresjonistyczna ze wszystkich wystaw. Po ośmiu latach walk z naciskiem z zewnątrz i tarć wewnętrznych zaprezentowano malarstwo, w sposób doskonalszy niż kiedykolwiek dające wyobrażenie o kierunku i jego osiągnięciach. Publiczność tym razem, choć daleka od entuzjazmu, zachowała się jednak przyzwoicie, a prasa, nie bez manewrów Durand-Ruela, zmieniła ton z napastliwego na bardziej spokojny, jeśli nie wręcz życzliwy. W artykułach podnoszono zasługi impresjonistów, Duret stwierdził, że jest to najlepsza z wystaw grupy, Albert Wolff, ku największemu zdumieniu malarzy, chwalił na wernisażu ich dzieła, a Durand-Ruel, przytomny jak zawsze, żądał od nowych amatorów po 2000 franków za obraz.
Manet, do którego Pissarro zwrócił się przed otwarciem wystawy z propozycją wzięcia w niej udziału, odmówił po długich wahaniach, ale, jak się zdaje, żałował tego, choć w tym samym roku odniósł sukces na salonie, gdzie poza konkursem wystawił Bar w Folies-Bergere, i otrzymał wreszcie upragnioną Legię Honorową. Bardzo już wtedy chory, zagrożony paraliżem, który miał go wkrótce unieruchomić, napisał do Alberta Wolffa: „Byłbym rad jeszcze za życia przeczytać wspaniały artykuł, który poświęci mi pan po mojej śmierci.” W rok później umarł i Wolff napisał artykuł, który głęboko rozczarowałby Maneta, krytyk bowiem doszedł do wniosku, że w całym dorobku malarza liczą się tylko dwa obrazy („Umrzeć mając pięćdziesiąt lat i zostawić dwa doskonałe dzieła, godne miejsca w galerii malarstwa francuskiego, to dość chwały dla artysty”).