autor: admin | 18 czerwiec 2009
Śmierć Maneta zbiega się z ostatecznym rozbiciem grupy, w której historii siódma wystawa zbiorowa jest wydarzeniem najświetniejszym, ale i ostatnim. Rozdarta sprzecznościami, niezdolna do porozumienia, którego już nawet nie potrzebuje, skoro drogi tak bardzo się rozeszły, grupa przestaje istnieć w momencie, kiedy można mówić o akceptacji, jeśli nie o zwycięstwie. Ale ta akceptacja malarstwa opartego na impresjonistycznej metodzie i technice, zjawia się wówczas, kiedy malarze zaczynają powątpiewać, może chwilowo i nie wszyscy, w ich przydatność; kiedy wzajemne wymiany doświadczeń zostały już dokonane, a prawdziwe kontakty należą do przeszłości. Wspólne malowanie, to było dobre dawniej, w młodości, a w każdym razie w okresie mniej dojrzałych i mniej świadomych poszukiwań, podobnie jak rozmowy, dyskusje, kawiarnie — „Cafe Guerbois”, potem „Nouvelle-Athenes”, gdzie przeniesiono się około roku 1876, ale już nawet „Nouvelle-Athenes” nie była tym, czym było kiedyś „Guerbois”, spotkania i rozmowy stawały się coraz słabszą podnietą, frekwencja spadała. Jeden tylko Pissarro zachował dawny stosunek do kolegów, potrafił malować jeszcze z innymi. Ale Pissarro był również pedagogiem, który — jak mówiła Mary Cassatt — „nawet kamienie nauczyłby malować”, a także indywidualnością nie przejawiającą się w starciu z innymi. Już Monet i Renoir, którzy wyjeżdżają razem na Lazurowe Wybrzeże w roku 1883, przeszkadzają sobie wzajem, są niezadowoleni ze wspólnej pracy, dawna zgodność i solidarność przestały istnieć.
Niezadowoleni są także dlatego, że są niezadowoleni z siebie. Renoir powiada:
„Doszedłem w impresjonizmie do kresu i doszedłem też do wniosku, że nie umiem ani malować, ani rysować. Znalazłem się w ślepym zaułku”
… , i niszczy płótna, próbuje malarstwa bardziej linearnego. To malarstwo, nacechowane nie znaną mu przedtem oschłością czy cierpkością, jest ową manierę aigre w jego dziele, której towarzyszy zwrot ku muzeom, niechęć do pleneru i zrodzona z poczucia własnej klęski nienawiść do impresjonizmu.
Monet powiada:
„Coraz mi trudniej osiągnąć zadowolenie z siebie; chwilami zadaję sobie pytanie, czy nie oszalałem, może zresztą moje malarstwo nie jest ani gorsze, ani lepsze niż przedtem, ale z największym trudem przychodzi mi teraz to, co dawniej robiłem z łatwością.”
Pissarro jest również pełen wątpliwości, czy idzie właściwą drogą, nierad zwłaszcza z wykonania, które uważa za „ostre i chropowate”, pozbawione blasku, smutne.
Degas pisze do jednego z przyjaciół:
„Człowiek zamyka się jak drzwi i nie tylko przed przyjaciółmi. Odsuwa wszystko od siebie i gdy wreszcie jest sam, unicestwia się, zabija z niesmaku. Zbyt wiele układałem projektów i oto stanąłem, bez sił. A poza tym zgubiłem nić. Myślałem zawsze, że mam czas; miałem nadzieję, że pewnego dnia zabiorę się do tego, czego nie zrobiłem, co mi przeszkadzano zrobić, mimo wszystkich kłopotów i moich kalekich oczu. Zgromadziłem wszystkie moje plany w wielkiej szafie, od której klucz nosiłem stale przy sobie: zgubiłem ten klucz.”