autor: admin | 24 czerwiec 2009
Ten ostatni okres malarski, „złych” pasteli pochodzących z lat 1896—1906, należy do najwspanialszych w twórczości Degasa, a na pewno jest w niej najbardziej wyzwolony. Trudno powiedzieć, jaki wpływ miała jego częściowa ślepota, zmącone i zmienione widzenie na te dzieła, z których znika klasyczna linia i wyważona forma ustępując miejsca gwałtownie modelowanym masom, wyłaniającym się z chaosu nie impresjonistycznego nawet, ale jakby taszystowskiego tła, zestawieniom kolorystycznym najbardziej zuchwałym, powierzchniom pociętym zygzakami, grubymi krechami koloru, rytmom nieoczekiwanym i o zdumiewającej sile. Niewątpliwie to widzenie odegrało też swoją rolę; jego inność była zarazem swego rodzaju ograniczeniem skali kolorystycznej, spotęgowanej jednak dzięki wysiłkowi pamięci i wyobraźni — stąd wrażenie niebywałego nasycenia, gęstości koloru; było zatarciem precyzyjnego konturu — stąd linie syntetyczne, masy. Przede wszystkim jednak była nową ekspresją. Ten uczeń klasyków, wielbiciel ładu, rygoru i harmonii, sięga teraz po ekspresję, która jest zaprzeczeniem klasycznego ładu i swego rodzaju barokiem. Te przemiany znają pewni artyści, niezależnie od czasów i epok stylistycznych, w jakich żyją; ci wszyscy, którzy osiągnąwszy zamierzoną doskonałość, widzą nagle, że jest ona im niczym; zaczynają ją wtedy burzyć i na jej gruzach wznoszą nowe dzieło, ułomne, jeśli patrzeć na nie z punktu widzenia ich dawnej estetyki, ale w tej ułomności bardziej wyzwolone niż wszystko, co stworzyli przedtem, ustalające doskonałość innego rzędu: ostatnia Pieta Michała Anioła, ostatnie obrazy Rembrandta, Portret rodzinny i Szymon w świątyni. Z tego ducha też są tancerki i akty z lat 1903—1906 Degasa.