autor: admin | 18 czerwiec 2009
Komplikacje natury artystycznej, których źródłem nie jest już młodzieńcza niewiedza czy młodzieńcza niemożność, ale na odwrót, wiedza i możność, niewystarczające jednak wobec większych i dojrzalszych wymagań, zamykają każdego w jego własnym, odrębnym świecie i tłumaczą wiele, a powinny tłumaczyć wszystko, jeśli rzecz rozpatrywać w planie dzieła. Jeśli zaś idzie o życiorysy, można tylko zamyślić się nad tą obojętnością wobec przeszłości, wobec siebie samych w tej przeszłości i innych, nad tą nielojalnością, brakiem pamięci, brakiem serca, nad tą całą ludzką nędzą.
- Umierający w osiem lat po Manecie Rimbaud, „wyrocznia ciskająca błyskawice”, myślał o złocie zaszytym w jego pasie,
- umierający Manet o nędznym konkurencie, Cabanelu;
- Renoir błysnął antysemityzmem jeszcze przed sprawą Dreyfusa, antysemityzm był podłożem jego niechęci do Pissarra; Degas wolał nicość Raffaelliego od wielkości Renoira i Moneta;
Monet miał za nic Gauguina, Gauguin Seurata, Cezanne wszystkich; van Gogh, ewangeliczny męczennik z vies romancees i filmów, przez kilkanaście lat zabijał swego brata, aż go wreszcie zabił własną śmiercią — lista jest długa i ze zgromadzonych w niej faktów nie zbuduje się zachwycających biografii. Może tylko ostatnie słowa Maneta: „Cabanel, ten ma się dobrze”, są bardziej rozdzierające niż różne zmyślone lub prawdziwe: „Więcej światła.” I może niekoniecznie trzeba równoważyć jedne fakty innymi, bardziej budującymi, i szukać tła, na którym niechęć Renoira do Pissarra wydałaby się mniej lichego gatunku. Była licha i tym lichsza, że Pissarro — Renoir dobrze o tym wiedział — był wśród nich jedynym sprawiedliwym. Ponieważ nie obeszłoby się również bez sprawiedliwego.
Sprawiedliwy, obyczajem sprawiedliwych, podejmował ostatnie próby pojednania, scalenia, ratowania grupy — o jakiej grupie w tej sytuacji można było myśleć? — a wobec beznadziejności tych prób i w nieustannej potrzebie wspomagania, podtrzymywania, nie mógł nie natrafić na nowych, którzy właśnie pojawili się na horyzoncie: na Signaca i na Seurata.
Tym razem jednak sytuacja wyglądała o tyle inaczej, że pomoc samemu Pissarrowi była potrzebna; i jeśli Signac i Seurat znaleźli w nim oparcie, jeśli Pissarro ze swoją niespożytą dobrą wolą zajął się młodymi malarzami, to ich malarska teoria pozwoliła mu wyjść z impasu, w jakim znalazł się około roku 1884.