autor: admin | 16 czerwiec 2009
Różnice charakterów, poglądów, postaw, niezależność indywidualna członków grupy, manifestowane od początku, z biegiem lat przybierają tylko na sile i zaznaczają się coraz wyraźniej w chwilach, kiedy porozumienie staje się koniecznością. Dotyczy to przede wszystkim wystaw zbiorowych. Jeśli malarze zgadzają się na to „granie przed pustą widownią“, jak określa ich wysiłki Rewald, to ta pusta widownia coraz bardziej im doskwiera i co gorsza coraz trudniej jest im grać razem. Toteż po pierwszym wspólnym występie przy bulwarze des Capucines, już na drugim, u Durand-Ruela, zabrakło Cezanne’a, który posłał swe obrazy na Salon 1876; trzecia wystawa (1877) dzięki uporowi Degasa, który postawił sprawę na ostrzu noża: my — albo salon, znów zgromadziła wszystkich; czwarta (1879) ogranicza się do prezentacji Degasa, Pissarra i Moneta. Tym razem, obok postaci drugoplanowych, towarzyszących impresjonistom od początku, bierze w niej udział dwoje nowych: Mary Cassatt, bogata Amerykanka, która po licznych wojażach osiedliła się w Paryżu i najspokojniej w świecie rozpoczęła karierę malarską od salonu, żeby go wkrótce porzucić i pozostać odtąd z impresjonistami, w szczególności z Degasem {„miss Cassatt” jest jego odkryciem), oraz urzędnik bankowy, nazwiskiem Paul Gauguin, który zdradzał namiętność do malarstwa rzadko spotykaną w tym zawodzie (a dawał sobie w nim tak dobrze radę, że około 1876 roku mógł kupić płócien impresjonistów za 15 000 franków, co w rezultacie nadciągającego zwycięstwa malarza nad urzędnikiem nie zdarzy mu się odtąd nigdy więcej).
Piąta manifestacja zbiorowa (1880), to ci sami prócz Moneta, ale za to z Berthe Morisot. Szósta wystawa — bez zmian, jak w roku poprzednim; do siódmej (1882) przyłączają się znowu Monet, Renoir, Sisley, ale odpada Degas; ósma wreszcie, w roku 1886, to Pissarro, Berthe Morisot, Degas, Gauguin oraz młody Georges Seurat, który zjawił się pod sam koniec, nie bez tego, żeby z tego końca nie wysnuć dla siebie i malarstwa nowego początku.
Jedną z głównych przyczyn tych wahań, odejść i powrotów, które w konsekwencji przyniosą całkowite rozbicie grupy, jest sprawa szyldu, pod jakim przyszło malarzom występować. Degas, choć przeciwny wystawianiu na salonach, był równie przeciwny nazwie impresjoniści. Twierdził, że nazwa ta nic nie znaczy; znaczyła jednak w jego rozumieniu dość, żeby nie chciał jej brać na swój rachunek tak ze względów artystycznych, jak taktycznych. Trzecia wystawa zbiorowa nazywa się Wystawą Impresjonistów, mimo sprzeciwu Degasa, którego przegłosowano; czwarta jednak za jego sprawą jest już Wystawą Grupy Artystów Niezależnych i Armand Silvestre komentuje to natychmiast w „La Vie Modernę”:
„Państwo są proszeni o wzięcie udziału w nabożeństwie żałobnym, wyprowadzeniu zwłok i pogrzebie panów impresjonistów. Oto bilet, jaki otrzymaliśmy od panów niezależnych. Ale spokojnie: ani fałszywych łez, ani fałszywej radości. To tylko słowo umarło… Ci artyści postanowili bowiem na wielkiej naradzie, że nazwa, którą przyjęła publiczność, nie znaczy absolutnie nic, i wymyślili nową.”