autor: admin | 18 czerwiec 2009
W związku z tym Caillebotte pisze w roku 1881 do Pissarra:
„Co stanie się z naszymi wystawami? Jeśli idzie o mnie, oto mój pogląd: powinniśmy nie ustawać mając na uwadze tylko cel artystyczny, jedyny, który nas wszystkich obchodzi. Chcę więc, żeby została zorganizowana wystawa przy udziale tych, którzy mają jako artyści coś do powiedzenia, to znaczy przy udziale pana, Moneta, Renoira, Sisleya, panny Morisot, panny Cassatt, Cezanne’a, Guillaumina, Gauguina, jeśli panu na tym zależy, może Cordeya i moim. To wszyscy, skoro Degas nie zgadza się na taki skład. [...]
Degas powiada, że chciał Raffaelliego i innych dlatego, że Monet i Renoir odeszli, a trzeba przecież ludzi. Ale od trzech już lat nie daje nam spokoju z Raffaellim, to zaczęło się na długo przed tym, zanim odeszli Monet, Renoir i nawet Sisley. Powiada, że powinniśmy trzymać się razem i liczyć jedni na drugich (do licha!) i kogóż nam przyprowadza? Lepica, Legrosa, Maureau… (Ale nie grzmiał na Lepica i Le-grosa, kiedy odeszli, a Lepie, na przykład, nie ma cienia talentu. Degas przebaczył mu to chętnie. Sisley, Monet i Renoir mają talent i dlatego nie przebaczy im nigdy.) [...]
Jeśli ktokolwiek na świecie ma prawo nie przebaczyć Renoirowi, Monetowi, Sisleyowi, Cezanne’owi, to tylko pan, bo pan znał te same trudności co oni, a jednak pan nie osłabł. Ale pan jest prostszy i sprawiedliwszy od Degasa… Pan wie, że jedyną przyczyną tego odejścia jest kwestia egzystencji. Kiedy człowiekowi trzeba pieniędzy, próbuje sobie radzić jak może. Jakkolwiek Degas odrzuca przyczyny tak elementarne, uważam je za nie podlegające dyskusji. [...]
Pytam pana: czy naszym obowiązkiem nie jest raczej podtrzymywać się i wybaczać sobie słabości, niż się nawzajem niszczyć?… Gdyby jedyną naszą sprawą była sztuka, zawsze bylibyśmy w zgodzie. To Degas przeniósł problem na inny teren i bylibyśmy bardzo głupi, gdybyśmy mieli ponosić konsekwencje jego szaleństw. Degas ma wielki talent, to prawda. Pierwszy ogłaszam się jego wielbicielem. Ale to zarazem człowiek, który potrafił mi powiedzieć, kiedy rozmawialiśmy o Renoirze i Monecie: »Pan przyjmuje tych ludzi u siebie?« Sam pan widzi, że jeśli Degas ma wielki talent, nie ma wielkiego charakteru.
Streszczam się zatem: czy jest pan za wystawą mającą sens tylko artystyczny? [...] Jeśli Degas chce, niechaj wystawia z nami, ale bez tych wszystkich ludzi, których wlecze za sobą.”
Pissarro, oczywiście, wystąpił natychmiast z obroną Degasa, o którym mawiał: „Jest to człowiek straszny, ale szczery i lojalny.” Nie myślał o zerwaniu z Degasem (a odejście Raffaelliego oznaczałoby odejście Degasa: Degas nie wyrzekłby się swego pupila, chociażby dlatego, że tego od niego żądają, a im bardziej by żądano, tym bardziej by się opierał, Pissarro wiedział o tym dobrze); nie myślał o zerwaniu tym bardziej, że nic nie zapowiadało powrotu Renoira i Moneta. Wprawdzie Monet nie odniósł spodziewanego sukcesu na salonie, ale w roku 1880 miał dużą wystawę indywidualną w lokalu „La Vie Modernę”, dziennikarzowi zaś, który go zapytał, czy porzucił impresjonizm, odpowiedział: „Bynajmniej; jestem i zostanę impresjonistą… ale bardzo rzadko widuję moich kolegów. Nasz mały kościół stał się dzisiaj banalną szkołą, który otwiera swoje bramy dla byle pacykarza.” Pozycja Moneta była więc jasna. Mówiąc o pacykarzu mógł mieć na myśli Raffaelliego, ale także Gauguina, przeciw któremu byli wszyscy i którego popierał tylko Pissarro, jak kiedyś popierał Cezanne’a, i jak Cezanne^ zapraszał go do Pontoise, malował z nim razem, wprowadzał w problemy malarstwa impresjonistycznego. Choć nie ulega wątpliwości, że na rozwój Gauguina większy wpływ miał Cezanne, z którym zetknął się w Pontoise, niż sam Pissarro, Gauguin nie zapomni „lekcji” Pissarra i na Tahiti, już jako dojrzały artysta, zapisze w swoim notatniku: „Powiada się, że Pissarro ulegał wpływom wszystkich. I cóż z tego? Wszyscy ulegali też jego wpływom, ale wszyscy się tego zapierają. Był jednym z moich mistrzów i nigdy się tego nie zaprę.”