autor: admin | 14 marzec 2008
Sytuacji Gustawa Courbeta nie sposób porównywać z sytuacją Delacroix nie tylko ze względu na różnicę zasad malarskich i ich realizacji. Chodzi również o różnicę poglądów ogólnych, a także, co nie jest bez znaczenia, o odmienność charakterów i temperamentów. Delacroix, powściągliwy, zamknięty, wyszukaną uprzejmością nakazujący dystans, zawsze w obronnej pozycji wobec świata, który wiecznym swoim naporem przeszkadza malować, myśleć, kontemplować, unikał gwałtownych dyskusji i wolał od nich spokojną rozmowę w zaprzyjaźnionych salonach paryskich, gdzie nieobowiązująca wymiana poglądów na temat filozofii, poezji czy sztuki miała być tylko wytchnieniem po pracy. Courbet nad spokojne rozmowy przedkładał zaciekłe dyskusje, nad wytworny salon hałaśliwą kawiarnię; rysując rozlanym piwem po blacie marmurowego stolika dowodził słuszności swoich teorii, w szczególności realizmu w sztuce, którego podstawowe określenia wywiódł z filozofii swego przyjaciela, Proudhona. Proudhon też w znacznej mierze wpłynął na poglądy polityczne Courbeta, dla którego wolność ludu i swobody demokratyczne wiązały się nierozerwalnie z wolnością sztuki i który akademików wszelkich maści uważał w podwójnym sensie za wrogów: jako reakcjonistów w polityce i jako reakcjonistów w malarstwie. Równie niezłomny w przestrzeganiu wyznawanych zasad, jak chętnie manifestujący tę niezłomność, nie przyjął Legii Honorowej ofiarowanej mu przez rząd Napoleona III za zasługi położone dla malarstwa. („Moje opinie obywatelskie sprzeciwiają się przyjęciu orderu, który pochodzi od monarchii” — pisał w liście z 23 czerwca 1870 roku do ministra sztuk pięknych, Maurice Richarda.)
Joanna Guze - Impresjoniści
Uwaga. Linki w tekście nie mają bezpośredniego związku z treścią strony.