autor: admin | 29 czerwiec 2009
Nie ulega wątpliwości, że synteza, jakiej pragnął Pissarro, jest niezmiernie trudna do urzeczywistnienia, jeśli w ogóle można ją uważać za osiągalną. Ta synteza miała polegać na respektowaniu obowiązków ludzkich i artystycznych w jednakowym stopniu, na wielkości artystycznej nie wykluczającej wysoko rozumianej cnoty. Pissarro nie sądził, w przeciwieństwie do wielu innych, że sztuka rozgrzesza go jako człowieka i że w jej imię ma prawo do folgowania sobie w czymkolwiek. Cnota i sztuka w jego rozumieniu mogły, a nawet musiały współżyć ze sobą i było to dla niego tym bardziej oczywiste, że z natury był predysponowany do uprawiania jednej i drugiej, miał bowiem równie piękny charakter jak talent. Ale ten charakter zbyt często kazał mu zapominać o sobie, co w sztuce nie jest źródłem korzyści. Zapominał o sobie, ponieważ pamiętał o innych i jako człowiek, i jako artysta, ponieważ w sprawach sztuki był tak samo wielkoduszny i sprawiedliwy jak w życiu. Wielkoduszny, to znaczy bez jadu, bez zawiści; sprawiedliwy, to znaczy oceniający siebie, podobnie jak innych, w sposób maksymalnie obiektywny. Z punktu widzenia dobra moralnego było to słuszne; z punktu widzenia dobra artystycznego często paraliżujące.
Pissarro nigdy nie powiedział sobie: za mną nie ma nikogo, wokół mnie nie ma nikogo, prócz mnie nikt się nie liczy. Przeciwnie, liczyli się dla niego wszyscy (oczywiście ci tylko, którzy liczyć się mogli, Pissarro nie popełniał błędów w ocenach), a on wśród nich. Skromność nie pozwoliła mu pomyśleć nigdy, że jest pierwszy, jedyny, co dopiero stanowi pełne wyzwolenie talentu, i jeśli Cezanne mawiał o nim „pokorny i olbrzymi Pissarro”, była to przede wszystkim ocena wielkości moralnej, tak samo jak hołdem złożonym tej wielkości był dopisek w katalogach wystaw w Aix, w latach 1903 i 1906, „uczeń Pissarra”. „Pokornym i olbrzymim” był Pissarro w oczach Cezanne’a przede wszystkim dzięki swojej postawie i uczciwości bez luk; ta uczciwość była w nim silniejsza niż artystyczny instynkt samozachowawczy, który może przejawiać się w sposób rozmaity, zewnętrzną skromnością lub manifestowaną pychą, obojętnością czy fałszywym sądem, na ogół jednak nie idzie w parze z absolutnym czy względnym nawet poczuciem sprawiedliwości. Ten instynkt samozachowawczy sprawiał, że Delacroix bardziej cenił Decamps’a niż Ingres’a, że Degas wolał upierać się przy Raffaellim niż przy Monecie i Renoirze, co zarówno dowodziło zdolności naginania inteligencji do własnych potrzeb, jak mniej lub bardziej ostentacyjnego lekceważenia sprawiedliwości. Instynkt samozachowawczy, higiena, wolne pole, wszystko jedno jak się to nazwie; w każdym razie jest rzeczą pewną, że Pissarro nie był dość bezwzględny uprawiając dziedzinę wymagającą w równym stopniu bezwzględności jak wyłączności; jego pole nie było wolne, sztuka innych zajmowała w nim sporo miejsca, nie mógł jej nie cenić, ponieważ każda wartość, a tym bardziej każda nowa wartość budziła w nim entuzjazm, skłaniała do okazywania względów i poparcia, a zarazem do zastanowienia się nad nią z punktu widzenia własnego malarstwa. Było to mniej lub bardziej bezwiedne, czasem nawet przekonanie innych, że ulega wpływom, wprawiało go w zdumienie:
„Kilku młodych filutów uważa, że spędziłem część życia ulegając wpływowi Maneta (to już szczyt!), Moneta, Renoira i Sisleya (zdumiewające) a nawet pointylistów”
, zdumienie o tyle zrozumiałe, że w istocie były to raczej wpływy technik malarskich niż sposobu widzenia. Ponieważ jednak niepodobna niemal przeprowadzić granicy pomiędzy techniką a sposobem widzenia, trzeba się zgodzić na jedno i drugie, zwłaszcza w przypadku osobowości tak mało brutalnej jak Pissarra: nie miał siły Cezanne’a czy Gauguina, którzy malując z nim razem jako „uczniowie” zostawili chwilowy, ale większy ślad na dziele mistrza niż on sam na ich dziele. Dotyczy to zwłaszcza Cezanne i wystarczy spojrzeć na doskonały zresztą Portret Cezanne’a malowany przez Pissarra, żeby zdać sobie sprawę z tego, jak wielkie było jego urzeczenie osobowością i malarstwem przyjaciela w okresie ich wspólnych plenerów.
CDN…