autor: admin | 2 sierpień 2008
Dystans Renoira, niechęć Moneta dla wspólnego profesora z jednej strony, brak kontaktu z resztą studentów z drugiej, zbliżają obu malarzy do siebie. Wkrótce przyłączają się do nich jeszcze dwaj inni: Frederic Bazille, student medycyny przybyły z Montpellier, który nie porzucając studiów medycznych uczęszcza do pracowni Gleyre’a, oraz Alfred Sisley, Anglik urodzony we Francji, który po powrocie z Anglii, gdzie miał się nauczyć języka i przygotować do kariery handlowej, postanawia zostać malarzem. Na tle pracowni stanowią oni grupę; jest to grupa ludzi nie tyle związanych koncepcjami artystycznymi, na to jest jeszcze za wcześnie, ile wzajemnymi sympatiami i koleżeństwem. Zwłaszcza Bazille miał dać dowody, że traktuje to koleżeństwo serio i czuje się nim zobowiązany. Najlepiej sytuowany z całej czwórki (jako syn zamożnych rodziców otrzymywał z domu stałą pensję) zawsze pamiętał o innych; o tej jego gotowości najwięcej mógł wiedzieć Monet, który w trudnych chwilach niejednokrotnie zwracał się do przyjaciela o pomoc. Przysłużył się także pozostałym: w paryskiej pracowni Bazille’a mieszkał z nim w roku 1865 Monet, w 1866 Renoir, w 1868 kolejno Renoir, Monet i Sisley. Nawiązanie bliższych stosunków przez czterech malarzy tłumaczy też ich późniejsze wspólne wyjazdy na plener, istotne nie tylko w planie współżycia koleżeńskiego, ale i artystycznego, skoro w grę wchodzić już mogą wzajemne oddziaływania.
Na razie jednak „czterej od Gleyre’a” dzielą swój czas pomiędzy pracownię i studia w Luwrze. Luwr szczególnie interesuje Renoira, który zaczyna od kopiowania francuskich malarzy XVIII wieku; Monet, którego Renoir ciągnie do muzeum niemal siłą, nie zdradza jednak najmniejszej ochoty nie tylko do robienia kopii, ale do oglądania czegokolwiek poza pejzażem. Bazille kopiuje Rubensa i Tintoretta.
Zainteresowanie dla rzemiosła malarskiego charakteryzujące Renoira dość wcześnie (nie bez znaczenia są tu jego rzemieślnicze początki) i jego obojętność wobec wszelkiej doktryny sprawiają, że jest on wolny od uprzedzeń, jakie daje ten czy inny pogląd, taka czy inna estetyka.
„Nie pytajcie mnie, czy malarstwo powinno być obiektywne, czy subiektywne. Gwiżdżę na to.”
I jeśli w ogóle można mówić o estetyce Renoira, to streszcza się ona w zdaniu:
„Mnie w obliczu arcydzieła wystarczy rozkosz”
, z czego wynika zgoda na wszelki rodzaj malarstwa, byle było malarstwem po prostu dobrym. Toteż Renoir rozkoszuje się obrazem bez względu na to, czy jest on dziełem klasyka czy romantyka, czy powstał w pracowni czy w plenerze:
„Rozmawiałem często z przyjaciółmi, którzy uznawali tylko studium w plenerze. Zarzucali oni Corotowi, że kończy swoje pejzaże w pracowni. Ingres budził w nich nieprzeparty wstręt. Nie starałem się ich przekonać [...] ale delektowałem się po cichu ślicznym brzuchem Źródła, szyją i ramionami Pani Riwiere.”