autor: admin | 17 kwiecień 2009
W 1855 roku zjawia się w Paryżu nowy adept malarstwa: jest nim Camille Pissarro, dotychczas zatrudniony w przedsiębiorstwie swego ojca na wyspie Saint-Thomas (Małe Antyle). Zainteresowanie handlem jest jednak w młodym biuraliście bez porównania słabsze niż zainteresowanie sztuką. Nie widząc sposobu, żeby przekonać o tym ojca, czy raczej skłonić go do uznania tego faktu, wyjeżdża potajemnie do Caracas zostawiając w domu krótki list wyjaśniający. Wobec takiego stanu rzeczy Pissarro-ojciec orzeka, że rozsądniej będzie, jeśli uparty w swoich zamiłowaniach syn zacznie od studiów w Paryżu, gdzie zresztą uczęszczał w swoim czasie do szkół. Tak więc Pissarro, liczący wówczas 25 lat, ląduje w stolicy sztuk.
Pierwszą i dość niepospolitą okazją zetknięcia się ze współczesnym malarstwem jest dla niego Wystawa Powszechna, która gromadzi ponad pięć tysięcy eksponatów i w której biorą udział artyści reprezentujący 28 narodów. Nie zorientowany w sporach, walkach, przeciwstawnych kierunkach; ścierających się prądach i od najwcześniejszych lat zdradzający upodobanie do pejzażu, Pissarro zatrzymuje się ze szczególnym zainteresowaniem przed płótnami Corota. Sympatie, jakie budzi w młodym przybyszu to czułe i olśniewające w swojej skromności malarstwo, zachęca go do złożenia wizyty jego autorowi.
„Ojciec Corot” przyjmuje Pissarra z tą serdeczną uprzejmością, która czyni obcowanie z nim tak miłym. Choć nie ma uczniów we właściwym rozumieniu słowa, chętnie udziela młodym malarzom rad: „Człowiek powinien wybrać zawód artysty jedynie wówczas, gdy odkryje w sobie żywą miłość do przyrody i skłonność do szukania jej z wytrwałością, której nic nie potrafi złamać. Nie pragnąć uznania ani korzyści pieniężnych. Nie zniechęcać się zarzutami, które mogą spaść na dzieła [...] Nieustanna praca: wykonanie albo obserwacja [...] Trzeba interpretować przyrodę z prostotą i zgodnie z osobistym uczuciem, zapominając całkowicie, o wszystkim, co wiadomo z dzieł mistrzów dawnych czy współczesnych. Tylko w ten sposób można wzruszyć.” A gdy dotyka spraw własnego malarstwa, dodaje:
„Nigdy nie spieszę się z przejściem do szczegółu; masy i charakter obrazu interesują mnie przede wszystkim. Kiedy to już jest ustalone, szukam subtelności formy i koloru. Powracam [do obrazu] nieustannie, nie zważając na nic i nie szukając systemu.”
Rady te musiały dobrze zapaść w pamięć Camille’owi Pissarro (skoro w wiele lat później, już jako dojrzały artysta mówił: „Nie pracować według reguł i zasad, ale malować to, co się obserwuje i czuje”), a spokojna bezkompromisowość Corota znalazła głęboki oddźwięk w młodym malarzu, w którego postawie można się doszukać istotnych podobieństw do postawy Corota.