autor: admin | 19 kwiecień 2009
Co zaś do „systemu”, przed którym Corot ostrzegał młodego człowieka, Pissarro miał wkrótce poznać wszystkie jego uroki. Idąc za życzeniem ojca, który pragnął, żeby Camille odbył regularne studia, uczęszcza do rozmaitych pracowni Szkoły Sztuk Pięknych, między innymi do pracowni Lehmanna, ucznia Ingres’a. Ani wróg, ani entuzjasta Ingres’a, Pissarro wkrótce zdaje sobie sprawę, że to, co było wielkością i stylem u mistrza, u jego uczniów, pozbawionych tej wielkości, staje się tylko stylizacją. Jeśli w przypadku Ingres’a w grę wchodził talent plus fanatyzm i uprzedzenia, w przypadku uczniów pozostały jedynie uprzedzenia, a bezsilność artystyczna tych naśladowców kazała im głosić z tym większym przekonaniem chwałę „systemu” — czyli pewnego rodzaju poprawności równie pewnej siebie, jak banalnej — poza którym nie ma zbawienia.
Zmieniając pracownie Pissarro wciąż natrafia na tę samą zasadę nauczania, na ten sam zastygły, niewzruszony i schematyczny stosunek do sztuki, i jego przekonanie, że Szkoła Sztuk Pięknych może mu dać bardzo niewiele, coraz bardziej się ugruntowuje. Nie uważa jednak swej edukacji paryskiej za skończoną. Istnieją jeszcze inne źródła wiedzy: muzea i kawiarnie. Pierwsze z nich ofiarowuje to, co zostało już dokonane; drugie informuje o tym, co ma się dokonać, i proponuje sposoby, wyjaśnia cele, poddaje hasła, podsuwa poglądy. Jeśli idzie o muzea, Luwr nie jest przedmiotem szczególnych umiłowań Pissarra, przynajmniej w tych latach; jego ciekawość przyciąga raczej malarstwo nowsze: można je znaleźć w Luksemburgu, gdzie mieszczą się zbiory sztuki współczesnej, oraz w będących własnością marszandów różnych orientacji kilku sklepach z obrazami, z których najciekawszy należał do Durand-Ruela, protektora malarzy barbizońskich. Pissarro ogląda obrazy, zawiera znajomości, bywa w kawiarniach, bierze po trosze udział w dyskusjach, z wolna oswaja się z życiem artystycznym Paryża.