autor: admin | 16 kwiecień 2009
Chcąc zamanifestować swoje uczucia dla debiutującego artysty, którego, sądząc z malarstwa, mają prawo uważać za sprzymierzeńca w walce o nową sztukę, młodzi malarze skupieni wokół Courbeta (w tej liczbie Fantin-Latour, którego Manet poznał w Luwrze, gdzie obaj kopiowali starych mistrzów) oraz krytycy z „Brasserie des Martyrs” — Castagnary, Champfleury, Duranty, Desnoyers, składają mu wizytę. Manet — notuje Desnoyers — „oświadcza przybyłym, że tyle jest wzruszony ile pochlebiony tym dowodem sympatii”. Jednakże ma się na baczności: wizyta jest niewątpliwą zachętą do nawiązania bliższego kontaktu z „Brasserie”, co Manetowi niezbyt dogadza. Niezależny z natury, nie widział powodu, dla którego miałby się znaleźć w jakiejkolwiek grupie; prawdziwy zaś niepokój budziła w nim myśl, że nawiązanie tego rodzaju przyjaźni może mu zostać poczytane za manifestację, opowiedzenie się po stronie „zbuntowanych”, co z kolei przeszkodziłoby w karierze, której Manet, jak wiadomo, nie wyobrażał sobie poza instytucjami oficjalnymi. Ponadto, niechętny wobec tych, którzy nie należeli do jego klasy społecznej i lekceważyli styl życia kultywowany przez dostatnie mieszczaństwo, miał w jawnej pogardzie wszelką cyganerię i, rzecz najbardziej paradoksalna, nie sympatyzował z artystami szukającymi stylu poza tradycją.
Pierwszy sukces upewnił Maneta w przekonaniu, że karierę nie tylko trzeba, ale można mimo wszystko robić poprzez salony; pewne zaś normy postępowania uważał za tak obowiązujące, że nie znajdując nigdy porozumienia z Couture’em, pozostał w jego pracowni przez sześć lat. Te wszystkie środki ostrożności nie obroniły Maneta nie tylko przed klęskami, jakie miały na niego spaść, ale i przed skandalem, którego rozmiarów nawet nie podejrzewał: nie obroniły go bowiem przed samym sobą. Młody człowiek z dobrego domu nie bez poczucia krzywdy skapitulował przed pierwszym malarzem nowoczesnym.